Ten, w którym odeszłam.

sobota, 30 czerwca 2018

Zakończyłam swoją przygodę z pierwszą w życiu korporacją. Zakończyłam z własnej woli, nie zwolniona, nie wyrzucona za drzwi z powodu wymyślonych naprędce argumentów, nie trzymających się kupy. Wyszłam z budynku wyprzytulana, pełna słów otuchy i dobrych życzeń. Wyszłam, poznawszy cudownych ludzi, którzy odmienili moje życie, gdy dawno uznałam już, że nic mnie nie zaskoczy.
Dziewięć miesięcy temu przerażona stanęłam w progu jednej z największych, światowych korporacji, mając zacząć pracę, o której nie miałam pojęcia. Uczyłam się długo i najpilniej jak pozwalały mi moje umiejętności nauki - umówmy się, nie byłam nigdy najlepszą uczennicą, zwłaszcza w dorosłym życiu.
Ale podkreślałam to od początku - to była moja najlepsza praca. Pierwsza, w której nie musiałam płakać z bezsilności. Pierwsza, do której wstawałam rano bez problemu - biorąc oczywiście poprawkę na okres stanów depresyjnych, bo one nie pytają, czy masz czas i chęć na randkę. A szkoda.

Decyzja nie była prosta. Ale czekam z wytęsknieniem na znak od losu, że była właściwa. Pożegnalną kartkę czytam raz za razem, co kilka godzin. Nie mogłam sobie wymarzyć milszego pożegnania. A bransoletka, którą dostałam nie zniknie z mojego nadgarstka dopóki nie rozpadnie się ze starości.
Ostatnie miesiące rozwinęły we mnie umiejętności i potrzeby, których nigdy wcześniej nie dostrzegałam. Bardzo zmieniłam się jako osoba - nie dam sobą pomiatać. Znam swoją wartość. Ciężko pracuję a to sprawia, że z każdym dniem coraz mniej mogę sobie zarzucić.
Mam za sobą mnóstwo „pierwszych razów”, których przeciętna, młoda osoba doświadczyła już dawno, a które mnie umknęły pomiędzy zmianami 9:00 - 21:00 a gabinetem psychiatry.
Szalałam na festiwalach i koncertach. Wyjechałam więcej razy niż w ciągu ostatnich kilku lat. Zaczęłam spełniać marzenia, bo niedługo stuknie mi trzydziestka a nie będę miała wspomnień - na to się nie godzę.
Nic co napisałam nie poprawia niestety tego jak czuję się fizycznie - ale zamiast zmiatać mnie z powierzchni ziemi, depresja jest teraz jak uciążliwa mucha na moim ciastku. Syfi mi na krem i truskawki, ale to jest nadal moje ciastko.

"And it's hard to write about being happy
'Cause the older I get
I find that happiness is an extremely uneventful subject."

Niezręcznie.

środa, 6 czerwca 2018

Jesteś dla mnie ważny.
Zależy mi na tobie.
Tęsknię.
Gdybym żyła według swoich własnych rad, prawdopodobnie byłabym jedną z najbardziej poukładanych i szczęśliwych osób jakie znam. Kto z nas nie ma tego wrażenia, co? Kiedy wszystko obserwuje się z daleka, każdy jeden fakt przyjmuje się na chłodno. Nie ma trudnych decyzji. Nie ma ciężkich wyborów.
Problemy zaczynają się w momencie gdy zostajemy wrzuceni w sam środek tej wesołej karuzeli.
Nie potrafię w ludzi - zarzucę młodzieżowym slangiem. To sprawia, że jestem wyjątkowo uciążliwa w obyciu. Nigdy nie wiem jak zareagować. Mam wrażenie, że nie potrafię zachować się w pewnych sytuacjach. Nie mówię o problemach, cierpię w samotności. Czasem też wypalę ze zbyt osobistym wyznaniem lub dajmy na to - z dowcipem na pogrzebie.
Kiedy jest mi źle - a bywa mi źle dość często - chowam się przed światem. Chowam się na dnie szuflady, pomiędzy kartkami, których nigdy nie zapiszę, a które szkoda wyrzucić. Gdy wstaję rano mam ochotę utopić się w kubku własnej kawy, zawsze odrobinę za słodkiej. Nie czytam już gazet, sprawiają, że duszę się z braku powietrza, w gardle zaciska mi się pętla niepokoju i strachu przed otoczeniem i sytuacją w kraju.
Czytuję tylko plotki. Coś, z czego mogę się pośmiać, co nie obciąży moich myśli. Jednak nie nazwałabym się ignorantką. Wiem co dzieje się na świecie, jednak nie potrafię dłużej znieść szamba wylewającego się z ekranu.
No może włączam Iron Mana, zawsze gdy leci.
Pojawił się w moim życiu pewien mężczyzna - po raz pierwszy od milionów lat. Byłam chętna do rozmowy, snułam przed snem wizję tego, że mogłabym stworzyć z nim jakąś zdrową relację.
A potem zaproponował spotkanie.
Widzieliśmy się kilka razy, a ja bardzo szybko zaczęłam go unikać. Był wyrozumiały, miły, kulturalny.
A ja zaczęłam pragnąć by zgubił mój numer. Jeszcze dwadzieścia lat temu to byłoby nawet możliwe - w erze smartfonów już znacznie mniej.
Nie wiem czy bardziej się wstydzę czy boję. Może oba?
A może moje serce po prostu jest zajęte?
Gdzie mogę znaleźć odpowiedzi na te pytania - to nurtuje mnie najbardziej. Bo powinnam wiedzieć to ja sama.
A wiecie gdzie ja jestem? Ja zostałam tam na początku, w dokładnie tej samej kawie, która już ostygła do tej pory.
Jeśli to czytasz - zależy mi na Tobie. Tak, Tobie.
I naprawdę obchodzi mnie co u Ciebie. Ja po prostu jestem bardzo niezręczna w tych sytuacjach.
Tak, to do Ciebie, czytelniku. Bo prawdopodobieństwo, że jeśli to czytasz to jesteś moim przyjacielem jest zbyt wysokie by ta wiadomość przeszła bez zauważenia.
Mic drop.
ABSOLUTE © 2016 | Template by Blogs & Lattes