czwartek, 24 maja 2018

Być singlem i nie zwariować?

Umówmy się - bycie singlem w dzisiejszym świecie jest znacznie prostsze niż za czasów naszych rodziców czy dziadków. Wiszące nad nami piętno czarnej owcy jest teraz zdecydowanie dalej zaledwie jeszcze kilka lat temu. Nie unikniemy jednak zawodzenia babć i cioć, podczas świątecznego obiadu. Na to nie ma lekarstwa i po prostu trzeba ten fakt zaakceptować.
Jestem samotna od... miliona lat. I każdego dnia uderzają mnie zwykłe, codzienne czynności czy ludzkie interakcje. Mieszają mi się w głowie dwa punkty widzenia - ten, gdy obserwuję kogoś samotnego i wtedy, gdy sama mogę być obserwowana.
Kiedy widzę kogoś jedzącego w restauracji w pojedynkę, zwłaszcza osobę starszą - kraja mi się serce. Rzadko kiedy zauważam, że ja również siedzę przy stole nakrytym tylko z jednej strony.
Czuję wtedy niepohamowany wstyd i przytłoczenie.  Nie powinnam, prawda? Chociaż to banalna rzecz, czasem jednak mnie to uderza. Pytania pokroju "czeka pani na kogoś?" brzmią wtedy jak obelga i zła jestem na siebie, że nie jestem wystarczająco dobra / zdolna / ładna / miła by ktoś przy mnie był, gdy sos pomidorowy spadnie mi na białą bluzkę, albo gdy płaczę w kinie. Ze wszystkich rzeczy to samotne seanse w kinie są najgorsze, gdy na siedzeniu obok stawiam plecak i colę. Dlatego, że kina pełne są grupek znajomych, pojedyncza osoba wyróżnia się wtedy szczególnie na ich tle. Sama to zauważam i nie uwierzę, że nie jestem zauważana.
Zastanawia mnie, skąd bierze się ten wstyd. Może lubię oglądać filmy w ciszy, może nie lubię jeść przy innych?
Denerwuje mnie, że nie ma to nic do rzeczy - wstyd mi, że jestem samotna, ale gdy myślę o prawdziwym związku z drugą osobą, moja głowa krzyczy "tylko nie to!"
Mamy czasy, w których aż roi się od singli sukcesu. Niezależnych, dobrze sytuowanych rekinów biznesu. Nie mogę być jednym z nich?
Czy jest im w życiu lepiej? Nie umiem podać konkretnej odpowiedzi.
Ale wiem jednak, że bycie roztrzepaną pseudo - artystką, wrażliwą na wszystko wokół, jest znacznie częściej wadą niż zaletą.
Więc historia kończy się tylko w jeden sposób -
I tak płakałam sama na Avengersach.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz