Droga Warszawo...

poniedziałek, 28 maja 2018

Mam problem z Warszawą. Z jednej strony żenuje mnie fala drogiego („taniego” nie odwzorowuje rzeczywistości) hipsterstwa i karierowiczów wszelakiego rodzaju. Z drugiej strony - to naprawdę piękne miasto, o bogatej historii, w którym wręcz nie można się nudzić! 
Na samym wstępie chcę powiedzieć, że wyżej wymienione grupy społeczne występują w każdym mieście, po prostu do poziomu tego zjawiska w Trójmieście już przywykłam przez te 28 lat, dlatego uderza mnie to, gdzie jest obecne w większym stopniu. 
Miasto słoików”, „hipsteriada” -
Tak mówią o niej w Gdańsku. I pewnie w całym kraju. 
Chciałabym jednak zagłębić się w to zjawisko nieco bardziej, bo kolejny raz wyjeżdżam z Warszawy, kolejny raz bawiłam się świetnie ale nadal nie umiem powiedzieć wprost czy lubię to miasto czy nie.
Zdałam sobie sprawę, że zarabiam na siebie już od ośmiu lat. Za każdego, przysłowiowego Ajfona zapłaciłam krwawicą wypracowanych po 8-12 godzin w gównianych sklepach, z jeszcze bardziej gównianymi ludźmi. 
Dziś, kiedy pracuję jak poważny człowiek, w poważnym miejscu mogę powiedzieć, że gdybym chciała to mogłabym mieć to, co młodzi mieszczanie Warszawiacy (no może z wyjątkiem mieszkania). 
Czy to czyni mnie taką jak Oni? Czy może to są już zwyczajne normy, do których nie mogę przywyknąć?
Lubię spędzić wieczór w Koszykach. Lubię spacerować i włóczyć się po uliczkach, podziwiać z aparatem w ręku stare, zabytkowe kamienice, które widziały II Wojnę Światową. Lubię patrzeć na nadwiślańskie mosty a także kocham serniki w Ministerstwie Kawy. 
Słodko - gorzka Warszawo.
W czerwcu będę tu jeszcze dwukrotnie - proszę, udziel mi odpowiedzi.

Być singlem i nie zwariować?

czwartek, 24 maja 2018

Umówmy się - bycie singlem w dzisiejszym świecie jest znacznie prostsze niż za czasów naszych rodziców czy dziadków. Wiszące nad nami piętno czarnej owcy jest teraz zdecydowanie dalej zaledwie jeszcze kilka lat temu. Nie unikniemy jednak zawodzenia babć i cioć, podczas świątecznego obiadu. Na to nie ma lekarstwa i po prostu trzeba ten fakt zaakceptować.
Jestem samotna od... miliona lat. I każdego dnia uderzają mnie zwykłe, codzienne czynności czy ludzkie interakcje. Mieszają mi się w głowie dwa punkty widzenia - ten, gdy obserwuję kogoś samotnego i wtedy, gdy sama mogę być obserwowana.
Kiedy widzę kogoś jedzącego w restauracji w pojedynkę, zwłaszcza osobę starszą - kraja mi się serce. Rzadko kiedy zauważam, że ja również siedzę przy stole nakrytym tylko z jednej strony.
Czuję wtedy niepohamowany wstyd i przytłoczenie.  Nie powinnam, prawda? Chociaż to banalna rzecz, czasem jednak mnie to uderza. Pytania pokroju "czeka pani na kogoś?" brzmią wtedy jak obelga i zła jestem na siebie, że nie jestem wystarczająco dobra / zdolna / ładna / miła by ktoś przy mnie był, gdy sos pomidorowy spadnie mi na białą bluzkę, albo gdy płaczę w kinie. Ze wszystkich rzeczy to samotne seanse w kinie są najgorsze, gdy na siedzeniu obok stawiam plecak i colę. Dlatego, że kina pełne są grupek znajomych, pojedyncza osoba wyróżnia się wtedy szczególnie na ich tle. Sama to zauważam i nie uwierzę, że nie jestem zauważana.
Zastanawia mnie, skąd bierze się ten wstyd. Może lubię oglądać filmy w ciszy, może nie lubię jeść przy innych?
Denerwuje mnie, że nie ma to nic do rzeczy - wstyd mi, że jestem samotna, ale gdy myślę o prawdziwym związku z drugą osobą, moja głowa krzyczy "tylko nie to!"
Mamy czasy, w których aż roi się od singli sukcesu. Niezależnych, dobrze sytuowanych rekinów biznesu. Nie mogę być jednym z nich?
Czy jest im w życiu lepiej? Nie umiem podać konkretnej odpowiedzi.
Ale wiem jednak, że bycie roztrzepaną pseudo - artystką, wrażliwą na wszystko wokół, jest znacznie częściej wadą niż zaletą.
Więc historia kończy się tylko w jeden sposób -
I tak płakałam sama na Avengersach.


Zasługujemy na więcej. Uwierzcie mi.

niedziela, 20 maja 2018

Dawno nie jeździłam autobusem. Ostatnio mało wychodzę, a do pracy mam inny transport. W pewnym momencie podchodzi do mnie facet i pyta - „Ile przystanków do Galerii?”
W tej samej chwili dołączył do niego kolega ze słowami -
„Po co babę pytasz, chuja ci powie.”
Wypraszam sobie. Zwyczajnie sobie wypraszam. Czy w czasach, kiedy na pierwszych stronach gazet i witryn internetowych non stop widzimy materiały o poniżaniu, wykorzystywaniu i braku szacunku do kobiet, Janusz i Seba nadal rzucają podobnymi tekstami, śmiejąc się buńczucznie? No oczywiście, że tak. Bo społeczeństwo nie lubi się uczyć, nie lubi nowego. Nasza zacna, polska mentalność.
Innym razem w pracy usłyszałam, że widząc kobietę w ciąży powinnam jej zazdrościć, bo to powinno być moje przeznaczenie.
Daleko mi do bycia agresywną feministką, ale bardzo nie lubię, gdy ktoś chce mnie rozstawiać po kątach czy ubliżać w prostacki sposób.
„Żona powinna szanować męża.” 
A mąż żonę?
Nie uważam się za ignorantkę, raczej za osobę samoświadomą. Myślę, że kobiety powinny częściej zadawać sobie pytanie, czego naprawdę chcą w życiu. Nie jesteśmy służącymi i klaczami rozpłodowymi. Zasługujemy na więcej. Uwierzcie mi.
(...)
Nie mam kontroli nad własnym czasem. Kładę się do łóżka w piątek a gdy się budzę - jest już poniedziałek.
Trzymam zegarek przed oczami a wskazówki prostu uciekają przed moim wzrokiem. Gdybym mogła łapać wszystkie uciekające minuty to zamknęłabym je w słoiku. Są płynne, przeciekają między palcami, prześlizgują się przez każdą szczelinę tak, bym nigdy już ich nie widziała.
Carpe diem, każdego dnia umieramy po trochu.


Ten, w którym próbuję się przywitać.

piątek, 18 maja 2018


Co ty wyprawiasz, dziewczyno? Mało ci „środków wyrazu”? Najwyraźniej.
Niewymiernie mnie irytuje, kiedy coś po angielsku nie brzmi tak jakbym chciała. Albo, kiedy polskie słowa wydają się bezużyteczne.
Takie problemy mogę mieć tylko ja.
„Córka nordyckiego króla” - to cudna opowieść ze świata skandynawskiego folkloru. Postanowiłam sobie troszkę przywłaszczyć z tej historyjki.
A tak poważnie - w dzisiejszych czasach łatwiej jest żyć w dostatku i szczęściu niż znaleźć adres dla bloga, który nie byłby zajęty. Nie macie pojęcia ile mi to zajęło. I naprawdę przetestowałam już różne języki - w tym łacinę, mimo to zdobycie krótkiej i chwytliwej nazwy było niemożliwe.

Po tym tygodniu wyjątkowo czuję, że starzeję się kila razy szybciej niż rówieśnicy. Cierpliwość skończyła mi się miesiące temu, warczę na wszystko wokół - odwiedziłam też moją doktor po 3 miesiącach na kontrolę. A kontrola skończyła się podniesieniem dawki leków do maksymalnej.
Dobra robota.
Ale to pomaga. Pomaga mi po prostu ignorować. Lepiej śpię. A wiecie jak dużo to znaczy.
Włączyłam w sobie tryb weekendu, nic, dosłownie nic nie będzie w stanie mi przeszkodzić. W weekend nie trzeba myć włosów i nosić stanika.
W weekend można położyć się po 3:00, można odłożyć telefon i zupełnie go zignorować.
Przepraszam, że nie odpisałam.
ABSOLUTE © 2016 | Template by Blogs & Lattes