29

środa, 13 marca 2019

Kochany,
Znowu jestem ciut starsza, ciut smutniejsza, ciut bardziej zmęczona.
Nie zdmuchiwałam świeczek, bo zawsze przypominają mi o przemijaniu. I o tym, gdy dmuchaliśmy je razem.
Nie płaczę już za tym, dziś określam dni jedynie cichym westchnięciem.
Spędzam popołudnia śpiąc, wieczory pisząc.
Idę niebawem po mój trzeci tatuaż. Jutro mam pierwszą konsultację. Spanikowałam jednak, co pomyśli sobie artystka, widząc moje blizny? Z tą myślą nie mogłam spać niemal całą noc. Stare to a głupie.
Stoję teraz przed wizją życia, której sobie nie planowałam. To trochę jak pierwszy raz na nartach - szkoda, że ja wspominam go z perspektywy nogi w gipsie.


***

sobota, 23 lutego 2019

Moja depresja ma 13 lat. W tym roku poszłaby do siódmej klasy.
Uwielbia zupki chińskie i żelki Haribo. Pianki JoJo i słone paluszki maczane w Nutelli. Często zamawia frytki z KFC z sosem barbecue.
Ale czasami popada ze skrajności w skrajność i przestaje jeść. Grozi mi, że się zagłodzi, a ja śmieję się z niej, że akceptuję ten challange.
Czasem też lubi nie nosić stanika, nie ubierać się w niedzielę i wkłada niekiedy te same skarpetki na drugi dzień. Mimo, że sumiennie chodzi do pracy to czasem płacze w toalecie dla niepełnosprawnych, bo jest gdzie usiąść i nikt nie przeszkadza. Często sypia po 14 -16 godzin na dobę i nigdy nie miała z tego powodu wyrzutów sumienia. Jednak nigdy się nie wysypia, bóle głowy i światłowstręt czasem całymi dniami nie pozwalają wystawić głowy spod koca. Ale, ale! Dla odmiany potrafi nie przespać ani minuty w ciągu kilku dni. Bardzo nie lubi monotonii. 
Gdy się denerwuje wbija sobie paznokcie w przedramiona, drapiąc dotkliwie gdzie się da, często wymiotuje i nie może opanować drżenia rąk. Przepada za odcinaniem się od rzeczywistości i - w konsekwencji - za gubieniem się na własnym osiedlu. Lubi nożyczki i nożyki do papieru, naiwnie licząc, że nikt nigdy nie poruszy tego tematu. Nie zależy jej na niczym. Niech się wali i pali, a ona pozostanie niewzruszona. Tylko i wyłącznie zmęczona.
Czasem narzeka na ból w całym ciele, jak gdyby dała sobie porządny wycisk na siłowni, jednak prawda jest taka, że przeszła tego dnia maksymalnie 500 metrów. Średnio raz w miesiącu wpada w histerię, krzycząc do rodziny, że ich nienawidzi. Ich i siebie, bo każda chwila ciągnie się okropnie i wraca w koszmarach lub w postaci paraliżu sennego.
Ma jednak alergię na klomipraminę, karbamazepinę i lamotryginę. Nikotyna jest okej.
Brzmi jakbym żyła w jednym ciele z problematyczną nastolatką.
Niestety ta gówniara ma jedną, bardzo strategiczną wadę - każdego dnia próbuje mnie zabić.
Depresja jest realna. Poproś o pomoc, bo warto. Spójrz, ja nadal żyję.


Od nowa.

piątek, 22 lutego 2019

Jutro pierwszy dzień jako uczennicy technikum weterynarii. Denerwuję się - po co, spytacie? Boję się, że dostanę ataku paniki, że ucieknę gdy będę już pod szkołą, że stchórzę. Nie raz przecież uciekałam choćby spod gabinetu lekarskiego. Jeśli miewacie ataki lękowe, to wiecie, że są to bardzo absurdalne strachy, a mimo to nadal możliwe. Jak byłam młodsza nie przeżywałam ich tak często - dopiero w ostatnich latach częstotliwość znacznie wzrosła, przeplatana epizodami derealizacji (jest to stan utraty kontroli nad ciałem i umysłem, zupełnego odcięcia od rzeczywistości w skutek reakcji na stres - najczęściej. Kilka dni temu weszłam do złego bloku na osiedlu. Serio, kurwa?). Kiedyś po prostu pobolewał mnie z nerwów brzuch - przestawał w sekundzie gdy stawałam twarzą w twarz ze swoim lękiem. Teraz? Teraz totalnie mi odbija, wpadam w amok, którego nie potrafię kontrolować (jeszcze). Jest mi potem tak wstyd! W pracy obracamy to w żart, szefowa mówi, że po prostu mam nielimitowaną subskrybcję w Anxiety Prime i musimy to zaakceptować. Bardzo doceniam to, jakie wsparcie mam w biurze - a nie spodziewałam się tego. Kilka tygodni temu odbywała się firmowa impreza karnawałowa. Nie poszłam z oczywistych powodów. Następnego dnia usłyszałam, że przecież każdy by się mną zajął w razie czego lub odwiózł mnie do domu. Od tamtej chwili doceniam te cudowne osoby jeszcze bardziej, nawet jeśli nasze drogi miałyby się rozejść wraz ze zmianą pracy w przyszłości. Jakby tego było mało to mój pociąg do autodestrukcji przerzucił się z uaktywniania w momencie załamania do dzikich fali samonienawiści w fazie lęku. Ale to nie czas na rozmowy o tym.
Dochodzi 2:00, powinnam przestać mielić w głowie wszystkie możliwe scenariusze. Nic mi to nie da. W końcu zapisałam się do szkoły dla własnej satysfakcji, a nie by mieć kolejny powód do zmartwień. Ogarnij się.


Przebranie numer 1 - praca.

wtorek, 19 lutego 2019

Czasami, jeszcze stosunkowo rzadko, ale czasami czuję, że jestem hardkorowym badassem. Zazwyczaj odnosi się to do pracy, bo moja persona zawodowa, moja maska pomiędzy 6:30 - 14:30 jest niezniszczalnie mocna. Nigdy nie byłam niczyim szefem, nie miałam jeszcze okazji. Ale były mi powierzone bardzo odpowiedzialne zadania oraz prowadzenie projektów. Powinnam wyjaśnić jedną rzecz - na rynku pracy jestem już dziewiąty rok, dopiero drugi spędzam w pracy, którą lubię. Większość czasu pracowałam w sklepach i muszę przyznać, że zahartowało mnie to niesamowicie. Jestem w stanie ubrać maskę rano na klatce schodowej i zdjąć ją dopiero w windzie na parter biurowca. W lipcu 2017 postanowiłam złożyć CV do korporacji w branży IT. Nie mam wykształcenia w tej właśnie branży, jestem tylko niespełnionym biologiem i niezatrudnionym fotografem.
Ale mam jedną, dość ważną zaletę - słucham co się do mnie mówi. A to z czasem daje mi przewagę, bo pamiętam więcej rzeczy, których potrzebuję w pracy. I to podbija moją wartość. Lubię uczyć się korzystać z niej, podczas gdy ja - Mary, prywatnie jestem najbardziej wycofaną i zlęknioną kupką nerwów. Pracowa osobowość jest moim strojem Batmana, nigdy nikt nie dowie się, kim jestem pod nim.
Dziś zostałam gwałtownie wrzucona na spotkanie z ważnymi delegacjami z zagranicy jako reprezentacja całego działu, miałam pokazać krok po kroku czym się zajmujemy i odpowiedzieć na wszystkie pytania. Tylko ja i nasi zagraniczni goście. Zero wsparcia na miejscu.
Dwie godziny zleciały jak mrugnięcie okiem, kiedy wyszłam z sali konferencyjnej na dygoczących nogach i usłyszałam „okay, that was good!” - nie mogłam powstrzymać uśmiechu satysfakcji a długi korytarz był moim wybiegiem.
Złapałam swoje rzeczy, gdyż było już mocno po moim czasie pracy i zawołałam windę, niemalże promieniejąc z dumy. I wtedy Batman poszedł się jebać - dotarło do mnie co właśnie zrobiłam, w windzie było gorąco, kiedy ugięły się pode mną nogi. Czym prędzej wybiegłam na dwór, przysiadając na murku. Ściśnięte gardło nie pozwalało mi złapać powietrza, czułam jak robię się czerwona a oczy łzawią... Nikogo nie było w pobliżu. Rozpłakałam się. Ścisk w gardle puścił. Powietrze. Nareszcie.
(...)
O, tego Wam nie mówiłam - zaczynam naukę w technikum weterynaryjnym od marca. To dopiero będzie zabawa.


via GIPHY

***

sobota, 16 lutego 2019

Disclaimer: to, co przeczytacie może być nieprzyjemne i przygnębiające. Na tym blogu kieruję się zasadą bezpośredniego przelewania myśli w słowa - mam dobrą opiekę i nic mi nie grozi. Jeśli jeszcze tu jesteś - siadaj wygodnie. 

Nigdy nie wyobrażałam sobie siebie po 30stce i dalej. Nie było w mojej głowie takiego tematu ani możliwości. Nigdy nie snułam planów na przyszłość i nie szukałam mieszkania. Dla mnie oczywistą rzeczą było to, że gdy moi bliscy ułożą sobie życia, ja po prostu odejdę na zawsze.
Owa wizja była tak realistyczna i jednakowoż tak odległa, że czułam jak majaczy mi między półkulami.
W przyszłym roku skończę 30 lat. Kiedy to się stało? Przecież dopiero co skończyłam liceum.
Niemalże nikt z bliskich mi osób nie jest nie-w-związku, a ja nadal uśmiecham się niepewnie na te opowieści. Opowieści, w których coraz mniej dla mnie miejsca. Nie chodzi tu o zazdrość, naprawdę bardzo cieszę się razem z nimi. Ale jestem kaleką emocjonalną na tyle by nie wiedzieć co teraz zrobić ze sobą. Niebawem wybieram się na ślub - jestem spanikowana. Ostatni raz byłam na weselu jak miałam 6 lat. Od tamtej pory zapieram się jak kot przed wodą. Jestem przerażona.
Strasznie żałuję, że moją jedyną wizją jest żyć dopóki nie spłacę kredytu.
Jak się nauczyć myśleć o sobie? Czy w tym wieku można jeszcze uderzyć się w głowę na tyle mocno by zachcieć chcieć?


ABSOLUTE © 2016 | Template by Blogs & Lattes