Myśl

poniedziałek, 10 czerwca 2019

Będzie już z tydzień odkąd dostałam skierowanie do szpitala. Moja psychiatra boi się, że wyczerpałyśmy zasoby metod leczenia. Mój ostatni pobyt w zakładzie praktycznie zupełnie wyparował z mojej głowy - podobnie jak trzy z czterech klas liceum. Tym większy teraz jest stres. Wiem, że gdyby to nie miało szans na powodzenie to nikt by mi tego nie robił. Do tego moja rodzina bez mojej wiedzy spotkała się z doktor, bo nie wiedzą jak mają działać, pomóc.
Czuję się zażenowana tą „sobą”. Obiecałyśmy sobie kiedyś, że już więcej do tego nie dopuścimy. Ani ja ani Ona.
To trochę wygląda jak gdybym znajdowała się w głębokim rowie - przez pierwsze 5-8 lat skakałam z całych sił by dosięgnąć krawędzi. Teraz chyba po prostu zbyt bolą mnie już nogi.
Wiem w czym rzecz. Ale nie umiem tego pchnąć. Nie będę się kłóciła, nie będę płakała ani zapierała się rękami. Wyrosłam już z tego. Jakikolwiek stygmat to na mnie zostawi (hmm nieobecność w pracy przez kilka tygodni?) - jest mi wszystko jedno. Uprzejmie proszę zabrać mi z głowy to świństwo. Po prostu.
(…)
Minął już miesiąc odkąd powstał mój tatuaż - obiecałam go pokazać i oczywiście nie było jeszcze okazji. Oto Huginn, inaczej Myśl - jeden z kruków Odyna.


Maj

niedziela, 5 maja 2019

Już w środę wymarzona sesja tatuażu. Czekałam na nią 9 lat, od czasu ostatniego. Nie mogę się doczekać aż Wam pokażę gotowe dzieło.
Nie wstydzę się chyba już pokazać blizn - albo wstydzę się tak mocno, że staram się to wyprzeć za wszelką cenę. Zwłaszcza, że kilka mi przybyło. Musiałam na nowo rozpocząć odliczanie dni bez autoagresji. A było już tak dobrze.
Ostatnio przechodzę chyba kryzys - kwestionuję wszystko co mówię i robię, kwestionuję swoje wierzenia i rytuały, zamieniając je na sen. To istotnie zaburza moją politykę „radzenia sobie” w codziennym życiu. Może to wiosenne przesilenie? Może pyły z Sahary? A może po prostu tak ma być, może to po prostu faza „gorzej” zanim będzie „lepiej”?
Żadnych snów od ostatniego „ślubu” nie miałam. I bardzo dobrze, bo bez nich śpi mi się o wiele lepiej.
Odpukać w niemalowane - moje rośliny radzą sobie wyśmienicie. Aloes trzeba już rozsadzić bo ma mnóstwo młodych odrostów. Palma jest gęsta i bujna, chociaż rośnie powoli, a trzeci kwiat, którego nazwy nigdy nie zapamiętam, puszcza listki jak szalony. Jako notoryczna morderczyni roślin - jestem pod wrażeniem.
W szkole idzie mi dobrze, jak narazie zaliczyłam wszystkie przedmioty na bardzo dobre oceny, z wyjątkiem jednego sprawdzianu. Mogę powiedzieć, że czuję się niemalże spełnionym, przyszłym technikiem weterynarii.
Czekam aż słońce naładuje moje baterie.


Miał być ślub.

niedziela, 14 kwietnia 2019

Wszystko zaczęło się od tego, że któregoś dnia nie byłam w stanie otworzyć rano oczu. Myślałam, że to po prostu taki dzień. Lecz ból głowy rozsadzał mi czaszkę, a mroczki przed oczami ledwie pozwoliły mi napisać sms do pracy. Taki stan rzeczy utrzymywał się do dnia następnego - gdyby nie Uber to pewnie nie dotarłabym do lekarza. Teoretycznie dostałam leki na migrenę - do tej pory nie wymagała ona nigdy wyjątkowych środków w moim wypadku - wystarczyło przespać się i wziąć ogólnodostępne leki.
Po kilku dniach zaczęłam robić zalecone badania - wygląda na to, że mój organizm nie chce filtrować więcej leków. Nie będę ukrywać, że spanikowałam. Chemia od lat trzyma mój rozum w ryzach. Nie wiem co teraz będzie. Po prostu nie wiem. Jutro następne badania...
(...)
Nie pierwszy raz miałam sen o własnym ślubie. Zazwyczaj wygląda to tak, że biegam przy weselnym przybytku w absurdalnej bezowej sukni, mając jakieś poronione lęki i nigdy nie jest powiedziane z kim mam w ogóle ten ślub wziąć.
Tym razem było inaczej - obudziłam się w drewnianej, pachnącej naturą chacie a przez krzesło przewieszona była skromna, brudnobiała suknia.
Jedyne co wiedziałam to to, że mój narzeczony „skądś wrócił” i nie widzieliśmy się miesiącami. Chata mieściła się nad rzeką, a w wikińskiej wiosce gotowano weselne potrawy. Grała muzyka a mieszkańcy pili już przy ogniskach. Uwielbiałam to jak sukienka leży na mnie, z polnych kwiatów miałam upleciony pokaźny wianek. Stara kapłanka już gotowała się na ceremonię, gdy jakiś dzieciak przybiegł z nowiną, że pan młody odjechał.
Cokolwiek to znaczy - zawsze to samo. Ktoś ode mnie jak zwykle ucieka w snach. Ja od ludzi na jawie. Co poszło nie tak?


poniedziałek, 1 kwietnia 2019

Przepraszam, że mi zależy.





Słowa

niedziela, 24 marca 2019

To słowa są problemem. Te wypowiedziane jak i te zachowane w duszy na zawsze. One potrafią zmienić wszystko na dobre lub najgorsze. Ważenie ich jest ogromną sztuką. Czasem przeraża mnie jak wiele osób liczy na „to” perfekcyjne zdanie.
Ci w rozsypce ponoć znają odpowiedź na każdy problem i zawsze umieją doradzić. Ja zawsze staram się jak umiem dla moich bliskich - chociaż w głowie często mam pytanie „Jak mam pomóc komuś, jeśli moje życie to krajobraz po wybuchu atomowym? Jakim cudem jestem wiarygodna?”
Nie czuję się kompetentna by pomóc. Nie teraz.
(…)
Przyznałam się doktor do niekontrolowanych ataków paniki i wybuchów histerii. 12 lat choroby a ta nadal mnie umie zaskoczyć. Jak dobry związek, chciałoby się powiedzieć. Śpię teraz non stop. Cztery dni zbierałam się by to napisać. Dobra robota.



ABSOLUTE © 2016 | Template by Blogs & Lattes